Mała psuja

Gdybym miała wymieniać wszystkie przedmioty, które udało mi się zepsuć, prawdopodobnie nie starczyłoby mi życia. Jedną z moich ostatnich o...

Gdybym miała wymieniać wszystkie przedmioty, które udało mi się zepsuć, prawdopodobnie nie starczyłoby mi życia.

Jedną z moich ostatnich ofiar została rzecz, która należy do grona moich najlepszych przyjaciół - mój laptop. Z powodu wyłamanego gniazda od ładowarki nie mogłam go naładować = nie mogłam z niego korzystać = nie mogłam nic zrobić z blogiem.
Rada na przyszłość 1: nie kładźcie żadnych wartościowych przedmiotów na podłodze. 
Rada na przyszłość 2:  uważajcie po czym chodzicie.

W bardzo krótkim okresie czasu nie tylko zbiłam dwa telefony czy załatwiłam laptopa. Tytułując tego posta "Mała psuja" i tworząc go od podstaw w mojej głowie, miałam na myśli nie tylko rzeczy materialne; chodziło również o moje relacje międzyludzkie.

Rozmowa, kilka zdań; właściwie wystarczy nawet parę źle dobranych słów - przecież nikt nie potrafi czytać nam w myślach. Skąd nasz rozmówca ma wiedzieć, co tak na prawdę mieliśmy na myśli?

Często winowajcami całego zamieszania są nasze emocje. Gdy planujemy dłuższą rozmowę z kimś, układamy sobie kompletną wypowiedź. Staramy się wtedy trzymać konkretnego planu, by uniknąć jak by nie patrzył nieuniknionych wpadek. Co mam na myśli? Człowiek jest jaki jest i mówi co mu ślina na język przyniesie. Jeśli reakcja drugiej osoby nie jest taka, jakiej oczekiwaliśmy, nie jest trudno o powiedzenie kilku słów za dużo (zwłaszcza mając taki charakter jak ja - do mnie musi należeć ostatnie słowo, co z tego, że w 50% przypadków nie mam racji). Nawet spontaniczne rozmowy od słowa do słowa mogą się skończyć niepotrzebnym sporem.





No dobrze, ale co ma do tego "mała psuja"? Otóż przez takie sytuacje psują się nasze relacje z otoczeniem, a ważne jest by czuć się w nim jak najlepiej. Jednakże kto czuje się dobrze mając wrogów, ex-przyjaciół?

Ważne jest by wiedzieć kiedy skończyć, panować nad językiem, uważać gdzie wkłada się telefon i patrzeć pod nogi :)

Czy zdarzają Wam się podobne sytuacje? 
Możecie nazwać siebie "małą psują"?
Dlaczego?

PS Życzę Wam z całego serduszka wesołych, rodzinnych Świąt Wielkiej Nocy. Dużo jedzonka oraz miło spędzonego czasu z bliskimi. Nie zapominajmy o tym co najważniejsze - mokrego Śmingusa Dyngusa:)



You Might Also Like

4 komentarze

  1. Współczuję! Na szczęście mi takie rzeczy przydarzają się bardzo rzadko! :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja miałam tak że w jednym miesiącu i to w wakacje wszyscy moi przyjaciele trafili do reklamacji cyzli telefon, laptop i aparat :/
    psikusy rzeczy martwych!
    pytałaś jakiego obiektywu używam, więc zdjęcia które mogłaś oglądać u mnie robione są sigmą 70-300 ale nie są najlepszej jakości jeśli chciałabyś zobaczyć więcej zdjęć zapraszam na : http://photokomenda.blogspot.com/
    pozdrawiam serdecznie!
    wkomenda.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytając Twój post stwierdzam, że mamy bardzo podobne charaktery, są one trudne, ale zawsze możemy popracować nad ich ulepszeniem :)

    OdpowiedzUsuń